Narty > Obozy relacje > Relacja z Passo Tonale (27.12-02.01.2011)
Relacja z Passo Tonale (27.12-02.01.2011)

Nadużywany przez współczesny świat przymiotniko-przysłówek „super” posłuży nam do opisu sylwestrowego wyjazdu do Passo del Tonale. Czasem będzie on niedopowiedzeniem, ale ani razu przesadą. Poważnie. Przechodzimy do rzeczy.

 Bez grafikiGaleria zdjęciowa

1.    Dla jadących autokarem podróż do Włoch była superszybka (dziękujemy ci, Mary Poppins).

2.    Nasz hotel mieścił się w superstarych (wczesnośredniowiecznych!) murach Ospizio di S. Bartolomeo paręset metrów nad miastem. Położony o kilka odepchnięć kijkami i 5 skrętów od wyciągu wyglądał prosto i dostojnie z zewnątrz, a wewnątrz był komfortowy i pełen uprzejmych, super radzących sobie w kuchni ludzi. Strzał w dziesiątkę.

3.    Przez wszystkie pięć dni jazdy super pogoda charakteryzowała się: słońcem, lekkim mrozem oraz idealnym (zwłaszcza rano) śniegiem do jazdy – która była w związku z tym wiadomo jaka.

4.    Po paru dniach rozjeżdżenia trenowaliśmy jazdę giganta ustawianego przez Jaśka: dla Fightersów to kolejne dni z życia zawodnika, dla innych wielka przygoda – dla wszystkich superfrajda.

5.    Dawka zajęć popołudniowych dla dzieci była dosyć mocna. Były paszporto-dzienniki z uwagami od instruktora, włoskimi słówkami (grazie, Margherita) oraz wierszami. Było odrysowywanie i kolorowanie własnych sylwetek narciarskich, turniej rycerski z udziałem oręża własnej produkcji i nagrodą w postaci uścisku dłoni księżniczki Neli. Dzieci nakręciły też film fabularny z gatunku suspense z kilkoma super-twistami, a Bartek S. jak zwykle dopilnował, żeby wszyscy zainteresowani nie mieli się czego wstydzić.

6.    Wieczorami dorośli zacieśniali więzi emocjonalne z piosenkami (a zwłaszcza z niektórymi zwrotkami piosenek) zespołów takich jak Perfekt i Lady Pank, a w noc sylwestrową daliśmy się ponieść lokalnemu super wodzirejowi, który oprócz tego, że był piosenkarzem i DJ-em w jednym, to jeszcze miał na sobie srebrny super garnitur.

7.    Wspomniana noc sylwestrowa nie przeszkodziła nam w przeprowadzeniu dwu-przejazdowych (choć liczył się tylko lepszy z nich) zawodów noworocznych. Obyło się bez większych niespodzianek. Wśród dorosłych i zawodników dominowali starzy (stażem, nie wiekiem) dominatorzy, a wśród dzieci młodszych cała plejada gwiazd-owoców pracy Julki i Zuzi.

8.    Podróż do Polski była rekordowo szybka (mniej niż 19h!) – tu dziękujemy „Shrekowi 3”, ale chyba przede wszystkim supertrafionej decyzji o wyruszeniu już w nocy po oficjalnym zakończeniu narciarskiej części obozu.

Szacowna kapituła instruktorów pod kierownictwem Janka Wojtiuka dziękuje wszystkim uczestnikom za wyjazd – który naszym zdaniem był naprawdę „wiadomo jaki”.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »