|
Polish Freeskiing Open jest coroczną imprezą freestylową w Polsce. Pierwsza edycja odbyła się w Zieleńcu w 2004 roku. W 2009 impreza została przeniesiona do Zakopanego – na Gubałówkę, a w tym roku na Harendę. Od dawna na PFO startują zawodnicy ze Słowacji i Czech, ale ostatnio zawody zyskały taką popularność, że pojawiają się gwiazdy europejskiego formatu. W zeszłym roku imprezę wpisano do prestiżowego kalendarza AFP (Association of Freeskiing Professionals), czyli można powiedzieć, że punkty zdobyte na PFO liczą się do klasyfikacji generalnej pucharu świata, a PZN uznał je za oficjalne Mistrzostwa Polski we Freeskiingu.
W tym roku odkąd do Zakopanego przyszły mrozy, armatki sypały podstawę pod skocznię i lądowanie. Muszę przyznać, że była to największa skocznia jaką widziałem na żywo. Próg znajdował się ok. 4 m nad ziemią, a stół (płaska część od progu skoczni do lądowania) miała 17,5 m długości. Oznaczało to, że zawodnicy mieli się przygotować na skakanie ok 6-8 m nad ziemią i do 22 m w dal. Wiało grozą. Obok skoczni stały przeszkody (dwa fun boxy i dwa raile) na których miała się odbyć konkurencja rails. W czwartek snowpark został otwarty na trening zawodników. Z powodu silnego wiatru do dyspozycji były tylko przeszkody i mała skocznia (1,5 m wysokości i ok. 9 m długości). Duża skocznia tylko stała i pachniała, a organizatorzy siedzieli na portalach meteorologicznych z nadzieją, że w czasie zawodów wiatr osłabnie. Ja nie ukrywam, że bałem się skakać na dużej skoczni, więc modliłem się żeby jednak wiało. Wieczorem, przed zawodami, przyjechał Stasiek, więc ustaliliśmy taktykę. Postawiliśmy sobie za cel wejść do pierwszej 25, czyli zakwalifikować się do półfinałów.
Po całonocnej wichurze rano nie było śladu. Tylko przewiany śnieg i lekkie podmuchy wiatru. Szał radości i strachu ze względu na otwarcie dużej skoczni. Okazało się, że jest wystarczająco trudna i przerażająca by wystraszyć wielu zawodników. Zrezygnowała cała reprezentacja Czech i kilku liczących się Polaków. Ale my ze Staśkiem postawiliśmy sobie za punkt honoru skakanie na niej. Okazało się, że z zapisanych 80 zawodników tylko 20 podjęło tę samą decyzję. Wszyscy byli zaskoczeni, bo w towarzystwie freestylowym jeszcze nie jesteśmy „swoi”. Razem z nami skakali m.in. Roy Kittler (4. na London Freeze – londyńskich zawodach dla światowej śmietanki) czy PC Fosse (jeden z najlepszych Norwegów) i 7 innych Polaków.
Po treningach przyszły kwalifikacje. Każdy miał dwa skoki i liczył się lepszy. Nikt jeszcze nie pokazał najtrudniejszych trików, żeby zostawić je na finały. Stasiek zrobił flatspin 720 z japan grabem, a ja rodeo 720 z mute grabem. Ku naszemu zaskoczeniu obaj załapaliśmy się do półfinałów. Kwalifikacje w railach zaczęły się od razu po zakończeniu skoków. Dość łatwo przeszliśmy pierwszy etap. Wieczorem odbyło się jeszcze night session na przeszkodach, czyli po prostu luźna jazda z niewielkimi nagrodami dla najlepszych. Drugi dzień był bardziej stresujący. W półfinałach trzeba już było coś pokazać. Sędziowie oceniali dwa najlepsze skoki z trzech. Stasiek po pierwszej glebie skoczył 360 z nose grabem i nieustanego flatspina 720 z japan grabem. Ja skoczyłem 540 z mute grabem i też nie ustałem rodeo 720 z mutem. Do finałów zabrakło nam niewiele. Staś nie mógł zostać na finałach raili, a ja byłem 15.
Dziesięciu najlepszych (w tym trzech Polaków) miało jeszcze dwa skoki finałowe. Trzeci w klasyfikacji open był PC Fosse skacząc dwa razy Kangaroo Flip (double flatspin) 900 z japan grabem. Drugi Jonas Hunziker (Szwajcaria) skacząc switch (tyłem) 900 i switch 1080 z mute grabem. Wygrał Roy Kittler (Niemcy) skacząc switch double cork 900 z mute grabem i switch 720 z double tail grabem. Wśród Polaków 3. był Piotr Wojarski (Katowice) z 540 mute, 720, 2. Jan Krzysztof Jr (Zakopane; syn naczelnika TOPRu) z 900 double grabem i switch unnatural (w przeciwną stronę niż normalnie) rodeo 720. Oficjalnym Mistrzem Polski został Szczepan Karpiel (Zakopane; Innsbruck) który pokazał switch 900 japan grab i switch 1080 japan grab.
Ja ze Staśkiem też musimy uznać zawody za udane. Staś skończył na 14. miejscu w kat. open i jako 7. na PZNowskich Mistrzostrzostwach Polski we Freeskiingu. Wygrał również kat. junior niesponsorowany i został zaproszony do Val Thorens na międzynarodowe zawody The North Face Ski Challenge dla najlepszych młodych zawodników z całej Europy. Ja natomiast otarłem się o finał zajmując 11. miejsce w kat. open i zdobyłem 4. miejsce Mistrzostw Polski.
Zawody były udane i już planujemy przyszłoroczną edycję. Tymczasem trzymajcie kciuki za Stasia, bo od 26 do 28 marca będzie się mierzył z czołówką Europy, a zaraz po tym pisze maturę. Pozdrawiamy Staś i Janek Kastory |