|
Dokładnie 10 lat temu zwycięzcami wielkoszlemowego turnieju na kortach Rolanda Garrosa zostali Steffi Graf i Andre Agassi. Z okazji tej rocznicy wrócili do Paryża, by 6 czerwca wziąć udział w niecodziennej tenisowej imprezie. Szesnaścioro dzieci z całego świata, w większości dziesięcioletnich, zagrało 8 meczów deblowych. Po jednej stronie kortu stanęła Graf po drugiej Agassi, każde w parze z wybranym dzieckiem. Sponsorem imprezy była szwajcarska firma Longines. W zespole Agassiego znalazła się nasza zawodniczka Julia Jędrzejczak należąca do DeSki-Edukacja Polska Team. Oto jej (ilustrowana) relacja:
5 czerwca, piątek Na lotnisku spotkanie z uśmiechniętą Panią Magdą z firmy Longines – od razu poczułam się pewniej. A w Paryżu czekał na nas hotel w samym centrum, najlepiej chyba strzeżony na świecie, bo miał tamtędy w tych dniach przejeżdżać prezydent USA. Wieczorem uroczysta kolacja. Usiadłam tuż obok Agnieszki Radwańskiej! Trochę rozmawiałyśmy. Nie pamiętam nawet, co jadłam. Potem spać, bo jutro TEN DZIEŃ. 6 czerwca, sobota Leje. Dziś finał kobiet. Zagra Kuzniecowa z Safiną, ale przedtem na korcie numer 7 będę musiała zawalczyć z największymi. Z hotelu zabiera nas wielki, żółty autobus Fundacji Agassiego. To ten sam, który „wystąpił” w reklamie Longines’a. Za kierownicą Agassi? Nie, tym razem nie! Jedziemy prosto na korty Rolanda Garossa. Dostajemy karty wstępu wszędzie, nawet tam gdzie wejść mogą tylko zawodnicy. Po drodze poznaję Chinkę. Angielski się przydaje. Na kortach czekają na nas Andre i Steffi. No i mnóstwo dziennikarzy. Cały czas leje. Przydzielają mnie do teamu Agassiego. Zagramy przeciwko Steffi i chłopcu z Hiszpanii. Przebieramy się i zaczynamy krótki trening pod dachem. Obok na rowerku rozgrzewa się … Tsonga, dalej chyba Santoro, a jeszcze dalej widać dziesięć stanowisk naciągania rakiet. Wybiegamy na kort. Leje chyba coraz bardziej. Ogromna publiczność (podobno było 650 osób). Będę grała ósmy mecz. Długo czekam i wreszcie wołają: „Dżedżedżak Polanda”. To chyba ja? Emocje okropne. Takie, że większość pamiętam tylko z opowieści. Raz piłka wylądowała w siatce, raz na oucie, ale zagrałam też crossa z forhendu, do którego Steffi nie dobiegła. Hurra! Wieczorem przy kolacji poznajemy chłopca z Frankfurtu, który przyjechał z trenerem. Rozmawiamy o klubach (ojciec tłumaczy). Wszystko bardzo podobnie, jak w naszych DeSkach. Fajnie jest. 7 czerwca, niedziela Rano przeglądamy L’Equipe. Jest zdjęcie! Przy siatce ze Steffi i Agassim, dziękujemy sobie po meczu. Z Polski przychodzą wieści – byliśmy w Eurosporcie i Polsacie. Ładna pogoda. Zapowiada się dobry finał: Federer – Soderling. Od rana jesteśmy na kortach. Zwiedzamy, kupujemy tenisowe prezenty. Tuż przed finałem obiad w nieznanych kibicom zakamarkach kortów Rolanda Garrosa. Ogrody, kwiaty, orkiestra, kraby, wino. Wielki świat. Marzymy z Amerykankami o hamburgerze. Dużo śmiechu. Finał każdy widział. Miejsca mieliśmy fantastyczne. Federer znów płakał. Tym razem, bo wygrał. Natychmiast po zakończeniu ceremonii, lunął straszny deszcz. Wieczorem do północy pływaliśmy statkiem po Sekwanie. Poznałam Angelę z Singapuru. Będziemy korespondować, a za 10 lat spotkamy się w Paryżu na turnieju ;-) Merci Longines! Merci DeSki! |
| 1. |  |
| | 2. |  |
| | 3. |  |
| | 4. |  |
| | 5. |  |
| | 6. |  |
| | 7. |  |
| | 8. |  |
| | 9. |  |
| | 10. |  |
| | 11. |  |
| | 12. |  |
| | 13. |  |
| | 14. |  |
| | 15. |  |
| | 16. |  |
| | 17. |  |
| | 18. |  |
| | 19. |  |
| | 20. |  |
| | 21. |  |
| | 22. |  |
| | 23. |  |
| | 24. |  |
| | 25. |  |
| | 26. |  |
| | 27. |  |
| | 28. |  |
| | 29. |  |
| | 30. |  |
| | 31. |  |
| | 32. |  |
| |